Tom Meyer - wywiad
Tom Meyer: Moimi końmi roboczymi są Sonic Solutions HD PreMastering System i TC System 6000 Mainframe. Najwięcej robię na tych urządzeniach. Zawsze ograniczałem się do garstki bardzo dobrych urządzeń. Nie uważam za zbyt sensowne przy każdej produkcji wyciągać z szafy nowy kompresor. Trzeba znać swoje urządzenia bardzo, ale to bardzo dobrze, aby móc je właściwie użyć. Tych umiejętności by mi brakowało gdybym co tydzień testował nowe urządzenie. Niektórzy realizatorzy chętnie w ten sposób postępują. Naturalnie testują naturalnie podczas pracy na ich projektach a pośrednio płaci za te testy klient. Wielu mi w to nie wierzy, ale nie należę do miłośników techniki. To co robię, robię ze względu na muzykę a nie technikę. Przy okazji – studia masteringowego nie powinno się oceniać po ilości dostępnych urządzeń. Jestem w stanie załatwić każde z urządzeń dostępnych na rynku, jednak za to musieliby zapłacić moi klienci a to nie byłoby już tak atrakcyjne.

Promusic: Czy korzystasz z rozwiązań programowych przy masterowaniu przykładowo do analizowania nagrań na początku lub podczas samego procesu?
Tom Meyer: Cóż, od oprogramowania nie da się uciec. Nie korzystam jednak z pluginów. Może za pięć lat komputery będą wystarczająco szybkie aby móc w czasie rzeczywistym obsługiwać takie procesy jak regulację dynamiki. Obecnie nie mam zaufania do typowych pluginów softwareowych, podobnie jak wielu moich kolegów po fachu.
Promusic: Mógłbyś objaśnić nam proces masteringu? Jak postępuje on krok po kroku, jak przygotowujesz się do pracy ze zmiksowanymi ścieżkami? Jak osiągasz równowagę między balladą a rockowym utworem z przesterowanymi gitarami? Na waszej stronie internetowej możny znaleźć takie zdanie: „Ostateczny, subtelny tuning brzmienia jest dopiero wtedy możliwy, gdy ustalona jest kolejność utworów na płycie.” Jak ważna jest zatem dramaturgia nagrań przy masteringu?
Tom Meyer: Największym atutem dźwiękowca do spraw masteringu jest fakt, że z reguły prezentowany materiał słyszy po raz pierwszy. Nie wie on nic o problemach jakie towarzyszyły pierwszym fazom produkcji, nie zdaje sobie sprawy które elementy nagrań budzą niezadowolenie. Nie wie on o tym, że gitara w trzecim kawałku jest „może” lekko rozstrojona, albo że hi-hat w czwórce jest „może” zbyt głośny. Masteringowiec jest zazwyczaj jedyną osobą, z całego teamu odpowiedzialnego za produkcję, która może obiektywnie i szybko ocenić nagranie. Producenci czy realizatorzy dźwięku są często zaskoczeni, że słucham nowy utwór i po 15 sekundach mówię: „Za mało góry, za dużo w 3k, jednak hi-hat w porządku”. Nie zawsze mam w pełni racje, ale z reguły jestem blisko prawdy. Taka ocena nie jest trudna, jeśli nie miało się doczynienia z poprzedzającymi etapami produkcyjnymi i ma się wystawić nagraniu chłodną opinię. Sam proces wygląda więc zazwyczaj następująco: 1. Ocenić, zbudować opinię, 2. Naszkicować wstępną strategię najistotniejszych z koniecznych poprawek. Dotyczy to zarówno sposobu jak to osiągnąć oraz jakiego sprzętu do tego użyć, 3. Wypróbować i wykonać. Wszystkie te trzy etapy jak i luki pomiędzy nimi wypełnia to czego się nauczyłem przez szereg lat. Ciężko to opisać w paru zdaniach. Poza tym niektóre aspekty niech pozostaną małą tajemnicą... Co do Twojego pytania o kolejność utworów: To zupełnie co innego pracować nad singlem a co innego nad całym albumem. W przypadku singla sprawa jest jasna: „wersja radiowa” jest „szefem” płyty. Ten utwór jest tak przygotowany by po pierwsze sam w sobie optymalnie brzmiał a po drugie godnie konkurował z innymi „wersjami radiowymi” na całym świecie (zarówno w radio, telewizji itd.) i by odpowiadał ogólnym nawykom słuchaczy. Pozostałe utwory z singla muszą się mniej lub bardziej dopasować tej definicji brzmienia. W przypadku całego albumu jest inaczej. Tu trzeba zagwarantować by płyta brzmiała od początku do samego osiągnęła jednolite brzmienie. Słuchacz po przesłuchaniu płyty od pierwszego do czternastego utworu nie może się zorientować, że utwory powstawały przez trzy lata w pięciu różnych studiach z trzema innymi producentami. Ażeby zbudować napięcie, lub wspomnianą dramaturgię od początku do końca płyty potrzebna jest właściwa, „funkcjonująca” kolejność utworów na płycie, ale chodzi mi tu też o dramaturgię brzmieniową. Nie chodzi mi tu by ostatnie utwory miały więcej góry niż pierwsze, czy czegoś w tym rodzaju. W procesie obróbki dźwięku jednak nie jest bez znaczenia czy „ballada” otwiera album czy go kończy, lub czy występuje po dwóch monstrach heavy metalowych. Przy masteringu trzeba znaleźć kompromis między obróbką dźwięku sprzyjającą utworowi a jego kontekstowi. Cóż, to istny horror, gdy firma płytowa po masteringu zmienia kolejność utworów na płycie... W pracy nad masteringiem albumu jest według mnie więcej miejsca na „artystyczną swobodę” niż w przypadku singla. Jeśli artysta uważa, że chciałby „dużo więcej basu” mogę pójść w tym kierunku i stworzyć album o silnej charakterystyce basowej. W przypadku komercyjnego singla trzeba uwzględniać nawyki i oczekiwania słuchaczy, ażeby odniósł on sukces.

Ostatnie nowości:
- Preampy mikrofonowe
- Wywiad ze Snoop Dogg'iem
- Wywiad z AbradaB'em
- Wywiad z Ptaky'ami
- Wywiad z Arkadiuszem Utko
- Wywiad z Wojciechem Czernem z OBUH Records
- Muzykoterapia – wywiad
- Wywiad z Włodzimierzem Kiniorem Kiniorskim
- Tom Meyer - wywiad
- T.Love: "Nie jestem dyktatorem"
- Al Di MEOLA w Polsce - relacja oraz wywiad
- Freddie Closterkeller - wywiad
- Popcorn Acid Drinkers - wywiad
- Ricardo Amorim Moonspell - wywiad







