North Sea Jazz Festival
Guitar Zone Niebywałe! W zasadzie tym jednym słowem mógłbym zakończyć relacje z North Sea Jazz Festival, największego festiwalu jazzowego w Europie.
Ale nie jego rozmach był najistotniejszy lecz dobór artystów. Imponujący - to za mało powiedziane. Nie ma sensu wymieniać ich wszystkich-to można sobie sprawdzić na stronie festiwalu. Podzielę się zatem kilkoma refleksjami i odczuciami. Oczywiście jako gitarzysta najbardziej cieszyłem się z plejady tychże...ale to nie gitarzyści największe wrażenia na mnie uczynili, lecz wybitne wokalistki i...saksofoniści!
Samo miejsce festiwalu już robiło wrażenie. Kilkanaście sal, trzypiętrowa komunikacja pomiędzy nimi, wszędzie obsługa gotowa pomóc i...tysiące fanów z całego świata.
Pierwszym artystą, którego było mi dane zobaczyć to Pat Metheny w doborowej obsadzie.* Niestety Pat występował na największej, ogólnodostępnej sali Nill (zdolnej pomieścić 6 krotność Kongresowej) więc nie był to "intymny koncert jazzowy". Oczywiście poziom doskonały...ale nagłośnienie nieco mniej (póżniejsze koncerty były znacznie lepiej nagłośnione) Bardzo dobrze, na tej gigantycznej scenie, wypadli gitarzyści bluesowi Buddy Guy, Joe Bonamassa, Joe Luis Walker chociaż Mike Stern ( gościnnie Randy Brecker ! ) też był nagłośniony doskonale. Jest to o tyle ważne, że Mike podczas rozmowy z nami, kilka razy dopytywał się o sound. Nie musieliśmy kłamać ;) Jednak nie zmienia to faktu, że Russel Malone, czy Bireli Lagrene grający w mniejszych salach, brzmieli lepiej. Naturalnie wystąpiło na festiwalu jeszcze kilkanastu gitarzystów i kilka gitarzystek światowego pokroju (!) lecz z braku miejsca ich nie wymienie.
Oczywiście, gitara basowa i kontrabas również miały godną reprezentację. Dość wymienić Marcusa Millera, Richarda Bone, czy Rona Cartera, a był jeszcze Stanley Clark i Dave Holland. Doskonałe koncerty.
Plejadę fantastycznych wokalistek rozpoczeła Norah Jones i tu pierwsze-na szczęscie ostatnie-rozczarowanie. Słaby koncert. Zresztą artystka też to czuła. Przyznać muszę, że w połowie wyszedłem aby posłuchać kogokolwiek innego grającego na którejś z kilkunastu sal.* Nie zawiodłem się. Koncerty Dee Dee Brightwater, Dianny Reeves, Randy Crawford czy Catheriny Russel były wydarzeniem samym w sobie.Na występy tych dam, śmiało można by pojechać w każdy zakątek Europy. Oczywiście głównymi bohaterkami - w sensie komercyjnym - były, poza wspomniną Norha'ą Jones, Macy Gray i Joss Stone oraz Katie Melua. Występy tych ostatnich, chociaż stały na dobrym poziomie, niezbyt mnie wruszyły i zachwyciły. Zaznaczę jednak,że Melua, wypadła zaskakująco dobrze. Niezaprzeczalną gwiazdą festiwalu była jednak Diana Krall. Fatalnie, że jej koncert pokrył się z pierwszą połową finału MŚ. Diwa Jazzu i jej skład (doskonały Anthony Wilson) wystąpili...w pomarańczowych koszulkach reprezentacji holenderskiej (!) Niestety odniosłem wrażenie pewnego pośpiechu, nerwowości tego koncertu...ale poziom wykonawczy i jakość dźwięku w pełni rekompensowały te odczucia. Godna odnotowania jest również rewelacyjna zmysłowa Concha Buika czy holenderska wokalistka Trijntie Oosterhuis, której towarzyszyła, między innymi, śliczna saksofonistka Candy Dulfer (!)
Co do saksofonistów....Cóż napisać? Że Sonny Rollins -w świetnej -pomimo 80 lat- formie - zagrał dzieło, bo tak tylko można określić jego koncert...że Joshua Redman, który udzielał się na festiwalu w wielu projektach, grał jak natchniony w swym doskonałym Double Trio....że Joe Lovano cudownie wspierał McCoy Tynera? A jeszce było trio Davida Sanborna, wytępował James Carter, Chris Potter...i wielu, wielu innych.* Jedno jest pewne, każdy z nich, byłby gwiazdą festiwalu w Polsce i nie tylko. Odzielne miejsce, w mych wspomnieniach zajmuje Ornette Coleman, który był Artist in Residence festiwalu. Koncert jego, był swoistym misterium. Sam skład (prekusja, bas, kontrabas i na drugim saksofonie Joshua Redman) był już intrygujący. Leader grał również na trąbce i skrzypcach...a co grał? Dźwięki których nie ma i motywy, które nie istnieją...niesamowite, niepowtarzalne.

Ostatnie nowości:
- Terry & Mencel 28 listopada w Warszawie
- HARD ROCK CAFE z cyklu PEPSI ROCKS
- Fisz Emade zagrają na GO Rock Festiwal
- "Demakijaż" Marii Sadowskiej
- OSTR feat. Kochan & Dj Haem/PMM
- Marek Napiórkowski Trio jutro w Klubokawiarni
- Muzyczny bigos Tymona Tymańskiego & The Transistors
- Co według Polaków jest na maxa?
- „Pearl” – TrioMania
- Nowy utwór Radiohead
- Paradise Lost przyjedzie na dwa koncerty
- Nowy album Kultu 28 września
- Jazzanova akustycznie na Erze
- Hip Hop Kemp 2009


Metallica, Slayer, Anthrax i Mastodon w Polsce
16 czerwca w Warszawie, na lotnisku Bemowo, odbędzie się Sonisphere Festival - impreza, na której obok siebie wystąpią Metallica, Slayer, Anthrax, Mastodon i Behemoth.





