Muzykoterapia – wywiad
Zespół Muzykoterapia w rok od debiutu na rynku muzycznym przyciąga do gdyńskiego klubu Ucho sporą publiczność, porównywalną ilościowo z grającą tu tydzień wcześniej gwiazdą muzyki niezależnej Dezerterem.
Instrumentarium Muzykoterapii to perkusja, bas, trąbka i laptop z programem Live. Poczynania muzyczne instrumentalistów ubarwia wokalistka - na co dzień nomen omen muzykoterapeutka – Iza Kowalewska. Na koncercie na fortepianie i syntezatorach gościnnie wspomaga warszawskich muzyków Sławek Jaskółke – trójmiejski pianista „namberłan”, od czasu kiedy Leszek Możdżer wyprowadził się znad morza. Ze sceny nie dobiega odgrywanie nagranych wersji utworów, lecz ich swobodna interpretacja. Jazz! Jak najbardziej, ale nie ten napuszony, ani cukierkowaty z pod znaku smooth. Jest tu i pulsacja elektroniki, wzbogacona rytmicznie o perkusje i bas jak i solo (trąbka, fortepian i syntezator) a wszystko to komponuje się w zgrabną całość i ucieka od natrętnych kategorii nujazz czy acidjazz. Publiczność bawi się z muzykami wyśmienicie i dopiero drugi bis kończy koncert. Zabawa? A może jednak terapia? Muzyczna terapia. O tym później… Tak czy siak sukces ewidentny; a jakie były początki Muzykoterapii? - pytam zespół po koncercie:
Iza Kowalewska (wokal): Muzykoterapie stworzyliśmy z Dominikiem i po tygodniu dołączył do nas Traczyk (basista - przyp. red.) jak usłyszał, co nagraliśmy z Dominikiem. Jako pierwszy utwór powstał „Don’t explain” Billie Holiday. Wszystko rejestrowane na komputerze, głos nagraliśmy na jakimś starym Shurze, z kocem na głowie… i tak nagraliśmy też całą płytę - nie w studio a w domu na Saskiej Kępie, wszystko oprócz bębnów.
Opowiedzcie coś więcej o nagrywaniu płyty, słychać tam zabawę samą realizacją, samplowanie tego, co sami nagraliście.
Wojtek Traczyk (kontrabas, gitara basowa): – Tak jest trochę tej zabawy. Każdy utwór powstawał inaczej, więc trudno powiedzieć o jakiejś jednej metodzie. Płytę robiliśmy długo. Wszystko własnym sumptem, własnym sprzętem. Komputer był od początku obecny, więc siłą rzeczy korzystamy z niego grając na żywo. Kiedy pojawiła się opcja nagrania płyty w Asfalt Records to już naprawdę dużo było wtedy zrobione w sensie trzonów utworów.
Dzisiaj słyszeliśmy dwukrotnie singlowe „Winobranie” (raz grany na bis) w różnych wersjach. Ciężko było wam znaleźć ostateczną wersję tego utworu?
Wojtek Traczyk: Winobranie istniało od początku w płytowej wersji a inne wariacje powstają dopiero na żywo na koncertach.
No właśnie jak to jest z wersjami koncertowymi. Dysponujecie podkładami, które odtwarzacie na żywo, które startuje Dominik. Przygotowujecie ciągle nowe tła, jak rozwijają się wersje koncertowe? Ewoluuje Muzykoterapia na koncertach?
Wojtek Traczyk: Tak ewoluuje, ale w tą stronę by coraz mniej było gotowego podkładu. Np. „Love haunting” graliśmy na początku tak, że forma była puszczona. A teraz jest tak, że Dominik, ma te rzeczy, które są nagrane „pod palcem” i wypuszcza je, kiedy chce.
Iza Kowalewska: Tak, „Love haunting” ma pewną formę, ale nie jest ona sztywna.
Wojtek Traczyk: Coraz więcej jest krótkich loopików, które Dominik sobie dobiera i je odpala i to też jest w jakimś sensie improwizacja i coraz mniej jest dużych form, które decydują o strukturze utworu.

Ostatnie nowości:
- Terry & Mencel 28 listopada w Warszawie
- HARD ROCK CAFE z cyklu PEPSI ROCKS
- Fisz Emade zagrają na GO Rock Festiwal
- "Demakijaż" Marii Sadowskiej
- OSTR feat. Kochan & Dj Haem/PMM
- Marek Napiórkowski Trio jutro w Klubokawiarni
- Muzyczny bigos Tymona Tymańskiego & The Transistors
- Co według Polaków jest na maxa?
- „Pearl” – TrioMania
- Nowy utwór Radiohead
- Paradise Lost przyjedzie na dwa koncerty
- Nowy album Kultu 28 września
- Jazzanova akustycznie na Erze
- Hip Hop Kemp 2009


Metallica, Slayer, Anthrax i Mastodon w Polsce
16 czerwca w Warszawie, na lotnisku Bemowo, odbędzie się Sonisphere Festival - impreza, na której obok siebie wystąpią Metallica, Slayer, Anthrax, Mastodon i Behemoth.





