Kim był Marek Bliziński?
Był pierwszym gitarzystą jazzowym w Polsce klasy światowej,kompozytorem, autorem książki „Gitara jazzowa”.
Grał w zespołach Michała Urbaniaka, Wojciecha Karolaka i Zbigniewa Namysłowskiego. Reprezentował główny nurt jazzu, stylistycznie należał do tradycji gitary elektrycznej wywodzącej się od Charliego Christiana (inni z tej grupy to: Wes Montgomery, Jim Hall, Pat Metheny i John Scofield).
Urodzony w rodzinie o tradycjach kulturowych, po dostaniu pierwszej gitary, uczył się zupełnie sam. Po założeniu grupy „Czterech” zainicjował transkrypcję utworów J.S.Bacha na trzy gitary i perkusję. Musiał zdawać sobie sprawę na co się porywa… Sam o sobie zresztą pisał, że w tym procesie transkrypcji nabrał szacunku dla czasu tzn. dla tempa i precyzji i nauczył się dyscypliny wewnętrznej. Nie on pierwszy stanął twarzą w twarz z mistrzem baroku, geniuszem wszechczasów , twórcą kontrapunktu w jego najwyższej formie. Ta konfrontacja uczy pokory...
Nie można pominąć swojego spotkania z muzyką ,jeśli chce się być profesjonalistą w każdym gatunku uprawianej muzyki ,bez studiowania bachowskiej polifonii.
Jaka wielka intuicja u Marka Blizińskiego…
Od 1971 roku współpracował już z najlepszymi.” Jazz nad Odrą”, nagroda w kategorii instrumentalistów z kwartetem „Generacja” otworzył mu drzwi do studiów nagrań. Kwintet Tomasza Stańki,orkiestra PR i TV pod dyr. A. Trzaskowskiego ,zespół Włodzimierza Nahornego ,Adam Makowicz ,są to postacie i zespoły ,w których zaistniał prezentując olśniewającą technikę gry. Ćwiczył bezustannie, dążąc do precyzji i perfekcji. Pod koniec lat siedemdziesiątych założył własne trio ,z którym nagrał autorską płytę „The Wave”.Po 1982 roku należał już do dwóch najlepszych w kraju obok Jarosława Śmietany.
Z grupą „Air Condition” koncertował w Europie i Kanadzie. Zagraniczni recenzenci byli zachwyceni. Mówiono o jego oszczędności w ruchach ,grał jak posąg. Skupiony ,tworząc z gitarą jedno ciało ,z twarzą bez wyrazu, improwizował bez jakichkolwiek problemów technicznych ,z ostrą jak brzytwa , precyzją rytmiczną.
Bach go wiele nauczył ,rytm jest najważniejszy… Do solowych nagrań nie miał szczęścia. Wciąż miał w przygotowaniu własną płytę. Inwestował we własne studio nagrań, unowocześniał instrumentarium. Jego wirtuozeria była wolna od tanich efektów, popisów ,nie błyszczał, grał dla siebie.. Szlachetność brzmienia, techniczna perfekcja, raczej introwertyczne podejście do występów sprawiały, że słyszało się muzykę a nie jego…
To chyba szczyt profesjonalizmu, dany tylko nielicznym… Trzeba zapomnieć o sobie, to wie każdy artysta…uśpić Narcyza w sobie. Miał bogatą wiedzę teoretyczną, popartą doświadczeniem pedagogicznym zdobytym na warsztatach jazzowych. Stał się również uznanym teoretykiem po wydaniu książki . Jako człowiek był małomówny i zamknięty w sobie.
Często wypływał w dalekie rejsy. Nawet po operacji raka skóry ,która zakończyła się sukcesem.
Miał unikać słońca...
28 maja 1988 roku wyruszył na swój ostatni rejs dookoła świata…. Dwa tygodnie przed końcem wyprawy musiał wrócić, przerzuty spowodowały , że odszedł trzy miesiące przed ukończeniem 42 lat…
Geniusze umierają młodo, żył trzy lata dłużej niż Mozart…….
msł

Ostatnie nowości:
- Terry & Mencel 28 listopada w Warszawie
- HARD ROCK CAFE z cyklu PEPSI ROCKS
- Fisz Emade zagrają na GO Rock Festiwal
- "Demakijaż" Marii Sadowskiej
- OSTR feat. Kochan & Dj Haem/PMM
- Marek Napiórkowski Trio jutro w Klubokawiarni
- Muzyczny bigos Tymona Tymańskiego & The Transistors
- Co według Polaków jest na maxa?
- „Pearl” – TrioMania
- Nowy utwór Radiohead
- Paradise Lost przyjedzie na dwa koncerty
- Nowy album Kultu 28 września
- Jazzanova akustycznie na Erze
- Hip Hop Kemp 2009


Metallica, Slayer, Anthrax i Mastodon w Polsce
16 czerwca w Warszawie, na lotnisku Bemowo, odbędzie się Sonisphere Festival - impreza, na której obok siebie wystąpią Metallica, Slayer, Anthrax, Mastodon i Behemoth.





