NEWSLETTER:

e-mail:

I po nowej fali indie rocka...

Wśród pojawiających coraz to nowszych formacji, reprezentantów swoistego muzycznego Bauhausu, zatarła się granica pomiędzy zjawiskowością a potrzebami rynku muzycznego. Przez następne lata powstało tysiące klonów głównych reprezentantów Nowej Fali. Prawie wszystkie nowe kapele miały nazwę zaczynającą się na „The” a kończącą na „s”. Prawie wszystkie były złożone z podobnie wyglądających młodych ludzi, którzy grając chcieli uzyskać status gwiazdy rocka. Magia prekursorów stylu zanikła. Krytycy co miesiąc oznajmiali, że znaleźli kolejny zespół, który zbawi rock'n'rolla oraz zaniesie ogień nowej rewolty młodych ludzi na salony muzyki rozrywkowej. Zaczęła się moda na wynajdywanie dla młodego pokolenia słuchaczy coraz to nowych Dylanów XXI wieku. Trend muzyczny miał przejść przez piekło, które zgotowała mu sama krytyka oraz publiczność.

Gdy nastał czas udowadniania swej wartości i wydania drugiej płyty przez czołowych reprezentantów stylu, odbiorcy wraz z krytykami wciąż byli nastawieni na poszukiwanie debiutantów. Druga płyta Black Rebel Motorcycle Club, wydany w sierpniu 2003 roku longplay zatytułowany ''Take Them On, On Your Own'' był bardzo udany. Krytyka doceniła dzieło, lecz  sami fani nie zainteresowali się nim w stopniu na jaki zasługiwało. Sami wielcy Strokes po wydaniu w listopadzie albumu ''Room On Fire'' spotkali się z ignorancją ze strony słuchaczy. Krytycy odnieśli się do albumu z mieszanymi uczuciami. Jedni go wychwalali, inni nie szczędzili słów krytyki.  Już podczas nagrywania następcy ''Is This It?'' wokół grupy powstało niezdrowe ciśnienie, wywołane i podtrzymywane przez media, w związku z oczekiwaniami względem nowego wydawnictwa. Udzieliło się ono oczywiście samym muzykom. 'Room On Fire'' rzeczywiście jest udaną płytą. Zespół znacznie się rozwinął. Brzmienie jest nadal agresywne, lecz już pozbawione garażowego  brudu. Muzycy grają sprawniej – przykład: genialna ''Raptilia'' oraz udanie eksperymentują z formą – ''Automatic Stop'', "The End Has No End". Teksty skupiają się głównie na zawiłych relacjach międzyludzkich. Niestety ludzie obojetnie przyjęli (już) starych Strokes. Sprzedano dwa razy mniej kopii ''Room On Fire” niż ''Is This It?”. Po wydaniu albumu większą uwagą cieszyły się pojawiające w brukowcach informacje na temat związku perkusisty grupy Faba Morettiego z aktorką Drew Berrymore. Podobny los spotkał Kings Of Leon. Ich udana druga płyta zatytułowana ''Aha Shake Heartbreak'' promowana kapitalnym singlem ''The Bucket'' utonęła wśród zróżnicowanych recenzji oraz obojętności słuchaczy nastawionych na debiutantów. Ciśnienie medialne towarzyszyło nagrywaniu drugiej płyty The Libertines. Uzależniony od narkotyków Pete Doherty dosłownie walczył z Carlem Baratem starającym się uratować zespół. Muzycy w końcu się pogodzili a zdjęcie przedstawiające ich pojednanie znalazło się na okładce drugiej płyty formacji zatytułowanej po prostu ''The Libertines''. Wydawnictwo produkowane przez Micka Jonesa – byłego członka The Clash ukazało się we wrześniu 2004 roku. Zespół obronił swą pozycję i zasłużenie zdobył uznanie słuchaczy. Trudno się temu dziwić słuchając takich piosenek jak "Can't Stand Me Now"  lub What Became of the Likely Lads".

W międzyczasie bardzo udane debiuty zaliczyły grupy Razorlight (album ''Up All Night'') – głównie dzięki świetnym nagraniom oraz pyskatemu wokaliście – Johnemu Borrellowi, który obrażał wszystkich naokoło oraz zespoły jak Keiser Chiefs i The Killers – dzięki nośnym i przyjemnym piosenkom. Rewolucję w stylu wprowadziła grupa Franz Ferdinand. Kwartet z Glasgow swym debiutanckim albumem ''Franz Ferdinand'', wydanym w lutym 2004 roku, odciął się od buntowniczego charakteru Nowej Fali. „France” grali muzykę stylistycznie odbiegającą o głównych trendów Indie – taneczny rock mocno osadzony w tradycji wczesnego Blondie i Talking Heads. Single jak ''Take Me Out'' czy ''This Fire'' królowały na listach przebojów a grupa odniosła olbrzymi sukces komercyjny. Muzycy stanowią zaprzeczenie pyskatych, niechlujnie ubranych świeżo upieczonych nowofalowych idoli: grzeczni, kulturalni, schludni, jedynie co lubiący dobrze wypić, nie chcą stawać się bożyszczami tłumu, którzy tworzą historię. Wolą grać inteligentny pop. Ich muzyka jest szczera bez względu na to czy traktuje o ludziach, którzy przesadzają podczas imprez z używkami, ironizuje na  temat gejów lub opowiada o nieszczęśliwej miłości. „France” potrafią urzekać delikatnością oraz romantyzmem by następnie energią ukrytą w utworach sprawić, że biodra same zaczynają się ruszać. W październiku 2005 roku ukazała się płyta ''You Could Have It So Much Better'', którą zespół pod względem artystycznym zdystansował konkurencję oraz zdobył uznanie słuchaczy. Obecnie to jeden z niewielu zespołów Nowej Fali, który nie zaliczył przysłowiowej „gleby” pod względem artystycznym i komercyjnym.

<- Powrót do: Artykuły

Data dodania:  24-08-2009

 

«

1

2

3

»

Domowe Studio Nagrań - Niezbędnik

Istnieje kilka sposobów na skonfigurowanie zestawu do Domowego Studia Nagrań. Jeśli jesteś nowy w tej dziedzinie, może to prowadzić do poważnego bólu głowy. Przy tej ilości i różnorodności dostępnych produktów, początkujący...

 

Miditacja wszystko o MIDI

Pomysł na MIDI Dave'a Smith'a polegał na opracowaniu metody zapisu informacji jak i co grać, a nie zapisu samego dźwięku.

 

Nagłośnienie koncertowe - nieakustyczna strona

W tym odcinku przedstawimy nieakustyczną stronę koncertu. Jednym z ważniejszych aspektów tego typu imprez jest organizacja oraz umiejętność dogadania się z różnymi osobami mającymi często odmienne zdanie w tej samej...