NEWSLETTER:

e-mail:

The Cult - "Born Into This"

The Cult - "Born Into This"

Ian Astbury wzbudził w ostatnich latach zainteresowanie mediów - oraz spore kontrowersje - przyjmując obowiązki wokalisty nowego wcielenia The Doors.

 

 

Pięcioletnia koncertowa współpraca z Rayem Manzarkiem i Robbym Kriegerem okazała się na tyle inspirująca, że skłoniła muzyka do nagrania kolejnej płyty z macierzystym zespołem The Cult. Owocem tego natchnienia jest album "Born Into This".

Po tak długiej przerwie w studyjnej działalności, można by oczekiwać dzieła wysokich lotów, którego poziom dowiódłby statusu rockowej legendy. Niestety, żadna z dziesięciu kompozycji zawartych na krążku nie rzuca na kolana, a płyta ma znikome szanse, zapisać się złotymi literami na kartach historii.

"Born Into This" wypełniają proste, surowe piosenki, ani dobre, ani złe i jedna do drugiej podobne. W utworach wyraźnie słychać wpływy twórczości z lat 60., słychać jednak również, że mamy rok 2007 i charyzma Iana Astbury'ego nieco przyblakła. W jego głosie słychać efekty mało higienicznego trybu życia oraz zmęczenie, którego nie są w stanie zatuszować radosne pohukiwania i płynące z serca zawodzenia.

Całość ratuje na pewno warstwa instrumentalna. Sekcja rytmiczna dudni aż miło, nadając utworom rozpędu, a gitara jazgocze w starym, dobrym stylu. Spośród zbliżonych do siebie numerów wyróżnić można "Diamonds", kompozycję samą w sobie mało ciekawą, ale przyozdobioną przyjemną dla ucha, psychodeliczną wstawką. Nieco ponad przeciętność wznosi się również "Tiger in the Sun", podniosłe i niepokojące, z lekko orientalnym feelingiem. Singlowe "Dirty Little Rockstar" balansuje na krawędzi kiczu, łącząc rockowe brzmienie z niemal dyskotekową perkusją i tandetnym klawiszowym popisem. Najsmutniejszym momentem na albumie jest ballada "Holy Mountain", przywodząca na myśl staromodny dancing w małym miasteczku i tupecik Roya Orbisona.

"Born Into This" sprawia więcej zawodu, niż radości. Nowa muzyka The Cult nie jest zła, ale brakuje w niej ognia. Wszystkim sympatykom Iana Astbury'ego polecam raczej sięgnąć po jego nagrania z formacją U.N.K.L.E - te prezentują się dużo, dużo lepiej.

 

Tylda Ciołkosz

<- Powrót do: Artykuły

Data dodania:  30-10-2007

 

Domowe Studio Nagrań - Niezbędnik

Istnieje kilka sposobów na skonfigurowanie zestawu do Domowego Studia Nagrań. Jeśli jesteś nowy w tej dziedzinie, może to prowadzić do poważnego bólu głowy. Przy tej ilości i różnorodności dostępnych produktów, początkujący...

 

Miditacja wszystko o MIDI

Pomysł na MIDI Dave'a Smith'a polegał na opracowaniu metody zapisu informacji jak i co grać, a nie zapisu samego dźwięku.

 

Nagłośnienie koncertowe - nieakustyczna strona

W tym odcinku przedstawimy nieakustyczną stronę koncertu. Jednym z ważniejszych aspektów tego typu imprez jest organizacja oraz umiejętność dogadania się z różnymi osobami mającymi często odmienne zdanie w tej samej...