NEWSLETTER:

e-mail:

Madlib – niewyczerpany talent

Madlib – niewyczerpany talent

Mówi się, że gdyby zaprogramować stację radiową tak, aby grała wyłącznie muzykę opisywanej przeze mnie osobistości, dj-e mogliby zrobić sobie wolne na kilka miesięcy.


Nic w tym dziwnego. Sam producent ujawnił niegdyś, że gdy tworzy, stara się nagrywać w formatach albumów lub też kompletnych beat-cds. Jego dyscyplina i podejście do wykonywanej pracy są imponujące. Często zamyka się w swoim domowym studio, nagrywając nawet przez dwanaście godzin dziennie. W jednym z wywiadów wspomniał kiedyś, że gdyby mógł, zupełnie zrezygnowałby z wyjazdów promujących płyty, w ogóle nie ruszając się ze studia.

„Po pierwsze jestem dj-em, po drugie producentem, po trzecie MC.” Tak określa się Otis Jackson Jr., muzyczny geniusz pochodzący z kalifornijskiego Oxnard. Jakby tego było mało, jest on również kompozytorem i multiinstrumentalistą. To człowiek, który od kilkunastu lat buduje swoją pozycję w niezależnym środowisku muzycznym, czerpie garściami z niezwykłego talentu w każdej mijającej minucie i co najważniejsze, dzieli się własną twórczością w sposób otwarty i odbiegający od jakiegokolwiek gwiazdorstwa. Stwierdzenie, że zadanie to idzie mu całkiem nieźle byłoby znacznym niedopowiedzeniem. Dlaczego? Dziesiątki używanych pseudonimów, setki godzin zarejestrowanego prywatnego materiału, z czego do dzisiaj zaledwie niewielka część doczekała się publikacji. Każda wydana płyta czy też epka jest głośno komentowana przez rozentuzjazmowane media i rzesze fanów na całym świecie. Te fakty mówią same za siebie.

Już w wieku sześciu lat słuchał płyt jazzowych, które puszczał jego wujek, trębacz John Faddis. Pracował on w nowojorskim Carnegie Hall i niegdyś miał okazję wystąpić u boku samego Dizzy Gillespiego. Mama Otisa - Sinesca, była wtedy gitarzystką folkową i bluesową, pisywała także piosenki dla swojego męża. Jego tata - Otis Jackson Sr. był wokalistą soulowym oraz muzykiem sesyjnym, współpracującym między innymi z Tiną Turner oraz Johnnie Taylorem. Kolekcja płyt należąca do rodziny Jacksonów miała bardzo duży wpływ na jazzowy styl Madliba, z którego później stał się znany. Wybrany przez niego i jednocześnie chyba najbardziej rozpoznawalny pseudonim jest akronimem oznaczającym Mind Altering Demented Lessons In Beats. Gdy miał on zaledwie dziesięć lat, rozpoczął eksperymentowanie z dźwiękiem i w ten sposób powstały jego pierwsze beaty. Sam o sobie mówi – „Dorastałem w studio. Kiedy byłem małym chłopakiem zawsze tam przebywałem. To miejsce, gdzie czuję się najbardziej swobodnie.”
Taśma demo wyprodukowana przez Otisa przykuła uwagę jednego z członków Tha Alkaholiks, rapera o pseudonimie King Tee. Zaprosił on wówczas producenta do współpracy nad debiutanckim albumem swojej grupy. Efektem tego był podkład do kawałka „Mary Jane”, który pojawił się na wspomnianym krążku, zatytułowanym „21 And Over” (Loud Records, 1993). Mimo to Madlib w wywiadzie przeprowadzonym na Red Bull Music Academy w Brazylijskim Sao Paulo w 2002 roku zaznaczył, że jego poważna kariera w branży rozpoczęła się trzy lata później. Właśnie wtedy w 1996 roku ukazał się pierwszy singiel „Psyche Move” , który został wydany dla Crate Diggas Palace, wytwórni założonej przez jego tatę. Dokładniej mówiąc było to wydawnictwo sygnowane nazwą Lootpack, grupy uformowanej we wczesnych latach dziewięćdziesiątych przez trzech kumpli z liceum. W jej skład wchodzili Otis, niejaki Jack Brown znany lepiej jako Wildchild oraz odpowiedzialny za skrecze Romeo Jimenez, czyli Dj Romes. Ich skład z początku miał nosić nazwę The Pack, ale kierowani chęcią lepszego wyjaśnienia swojej działalności i również zawarcia tego w jednym słowie, wpadli na dość długie określenie Lyrics On Original Tracks Possible Antidote Created in Kali. Następnie ułożyli z niego chwytliwy akronim - Lootpack.

Na płytę zwrócił uwagę Peanut Butter Wolf, założyciel Stones Throw pochodzący z Bay Area w Los Angeles. Kontrakt z labelem pojawił się wręcz błyskawicznie, a niedługo potem kilka udanych singli. Jednak to rok 1999 przyniósł grupie największy rozgłos, wraz z ukazaniem się „Soundpieces: Da Antidote”. Album ten, całkowicie wyprodukowany przez Madliba, powstał w ciągu jednego dnia przy minimalnym zaangażowaniu sprzętu i bardzo niskim budżecie. Szybko stał się swego rodzaju punktem odniesienia dla powstających nowych produkcji hip-hopowych. Jay Dee i Ahmir Thompson, znany lepiej jako ?uestlove, przyznali się do tego, że podczas tworzenia „Voodoo” dla D’Angelo, posługiwali się materiałem z albumu Lootpacka jako wzorcem. O grupie zaczęło być głośno, ale to osoba stojąca za podkładami do sprawnie płynących rymów skupiła na sobie znaczną część uwagi mediów. Jego niebywałe możliwości i zdolność do produkowania utworów mając do dyspozycji wyłącznie dwanaście sekund materiału wprawiało w zdumienie wiele osób. Wspominam tu o tak krótkim czasie samplowania, ponieważ jedno z urządzeń, z których korzysta Madlib – legendarna i obecnie bardzo trudna do zdobycia beat-maszyna SP 1200 firmy Emu, może pomieścić zaledwie taką ilość w swojej wewnętrznej pamięci.
Po „Soundpieces: Da Antidote” pojawiło się jeszcze kilka singli, lecz potencjał Lootpacka do nagrywania z czasem odsunął się na boczny tor. Podczas gdy zespół wciąż grywał na imprezach, w późniejszych latach Otis rozpoczął pracę nad projektami solowymi. Jednym z nich był obecnie doskonale znany Quasimoto, alter ego artysty o intrygująco podwyższonej tonacji głosu. Madlib podczas jednego z samotnych posiedzeń w studiu spożył nieco grzybków i wpadł na pomysł przyspieszenia taśmy z nagraniem swojego głosu. Jak sam przyznaje, nie lubił jego normalnego codziennego brzmienia, stąd też pojawił się owy eksperyment. W wielu wywiadach nasz bohater zwykł mówić o Quasimoto jak o istniejącej osobie, swoim kumplu, opowiadając najróżniejsze anegdoty z nim związane. Nie ujawniał faktu, że w rzeczywistości to on jest odpowiedzialny za całe przedsięwzięcie. Projekt ten został stworzony dla jego osobistej satysfakcji. Wszystkie beaty i teksty do dwudziestu czterech utworów z płyty „The Unseen” (Stones Throw, 2000) zostały nagrane w domowym zaciszu. Ich autor nigdy nie przypuszczał, że album zostanie kiedykolwiek wydany, a już z pewnością nie spodziewał się, że tak bardzo się spodoba. Niewielkie środki użyte przy rejestracji, czyli mały sampler Boss SP-303 oraz ośmioślad Tascam 488 były kolejnym zaskoczeniem, gdyż osiągnięty w ten sposób efekt był imponujący. Posypały się niezliczone pozytywne komentarze ze strony prasy muzycznej. Prestiżowy Spin Magazine umieścił „The Unseen” na siedemnastym miejscu wśród najlepszych albumów roku.

<- Powrót do: Artykuły

Data dodania:  29-02-2008

 

1

2

3

»

Domowe Studio Nagrań - Niezbędnik

Istnieje kilka sposobów na skonfigurowanie zestawu do Domowego Studia Nagrań. Jeśli jesteś nowy w tej dziedzinie, może to prowadzić do poważnego bólu głowy. Przy tej ilości i różnorodności dostępnych produktów, początkujący...

 

Miditacja wszystko o MIDI

Pomysł na MIDI Dave'a Smith'a polegał na opracowaniu metody zapisu informacji jak i co grać, a nie zapisu samego dźwięku.

 

Nagłośnienie koncertowe - nieakustyczna strona

W tym odcinku przedstawimy nieakustyczną stronę koncertu. Jednym z ważniejszych aspektów tego typu imprez jest organizacja oraz umiejętność dogadania się z różnymi osobami mającymi często odmienne zdanie w tej samej...